Pożegnanie

Pogrzeb może dawać nadzieję. Nigdy tych dwóch emocji ze sobą nie wiązałem ale życie pokazało, że to nie jest niemożliwe. Przekonałem się o tym czytając wspomnienia Widzów z pogrzebu Lecha.

Pamiętam końcówkę 1999 roku. Moje pierwsze tygodnie w Programie Trzecim Polskiego Radia. Sobotnie i niedzielne noce. Nauka warsztatu od mistrzów. Beksińskiego i Kaczkowskiego mógł podsłuchiwać każdy, ja mogłem ich także podpatrywać. Radio nie znosi ciszy ale to, jak oni ją budowali w wygaszonym studiu było magiczne. Nie umiem znaleźć lepszego słowa na intymność z jaką pielęgnowali te swoje relacje ze słuchaczami.

Dziś tego nikt nie uczy, dziś tego nikt nie oczekuje. Niby świat mediów stał się bliski odbiorcy jak nigdy, social mediami obala się każdą formę dystansu, ale najczęściej rozchodzimy się w nieznajomości. Tu było inaczej. W morzu maili od Widzów, Lech od Hanki był widoczny. Lubię inteligentnych, oszczędnych w słowach cyników, którzy mają własne zdanie i potrafią je obronić. Którzy w świecie prostackiej dosłowności doskonale czytają między wierszami. On tak miał. Ukochał tę swoją Hankę, zrobił z niej bohaterkę wielu listów ale przyszedł moment, że miał dość. Wstał i wyszedł z Internetu. Zmęczył się jego bylejakością. Zrobił to jednak zbyt późno, już był uzależniony od tego kontaktu. Wrócił znów błyszcząc inteligencją.

Piszę o historii, która ma ładnych parę lat. Urodziła się w któryś weekend 2007 roku, kiedy zacząłem pracę w tvn24. Wokół programu powstała grupa najwierniejszych Widzów, a to były jeszcze czasy przedfacebookowe, mail do programu to było wydarzenie! Udało im się wyjść ze swoją przyjaźnią poza telewizor. Spotykali się razem, bawili, pomagali sobie. Lech był guru grupy, choć pewnie kiedy czyta to teraz rozłożony na trawie edenu, ma ochotę mnie przekląć. Klnij, także za to, że nigdy nie znalazłem chwili na spotkanie z Tobą.

W świecie medialnych hejterskich wojen, gdzie do głosu dochodzi tłum odważny swoją anonimowością, Lech wygrywał pokorą. Był dowodem na to, że normalność zawsze zwycięży nad pozą. I choć nad trumną zawsze słychać tylko pochwały, on tę nierówną walkę wygrał długo przed śmiercią.

Pani Hanko… ściskam.

8 Komentarze
  • Ewa

    7 kwietnia 2016 w 20:06 Odpowiedz

    I już rok…

  • Doronia

    17 kwietnia 2015 w 04:03 Odpowiedz

    Działo się i dziać będzie. Lech nas zawsze jednoczył. Także swoim odejściem, z całym pokładem szydy jaką w Sobie nosił.

  • Wiola

    16 kwietnia 2015 w 17:03 Odpowiedz

    a wszystko zaczęło się przez/dzięki Panu i WiW…
    dzięki

  • Kasia Dobrowolska

    16 kwietnia 2015 w 13:08 Odpowiedz

    Dziękuję za ten wpis, Lechu byłby szczęśliwy. Pozdrawiam

  • Weronika S.

    16 kwietnia 2015 w 12:28 Odpowiedz

    Lech od Hanki. Mentor. Mistrz szydy. Człowiek dusza.
    I grupa. Z różnych stron kraju, bardzo różni, ale jednak podobni na tyle, żeby się w swoim towarzystwie, przeniesionym na realny grunt, dobrze się czuć.
    I pożegnać kogoś tak wyjątkowego jak Lech, nawet pięknie i godnie, trudno.

  • Agnieszka Fenger

    16 kwietnia 2015 w 09:54 Odpowiedz

    Witam
    dziękuję Panie Jarku za te słowa,
    Lechu zawsze z nimi będzie Mistrz szydy oraz ciętej riposty, a pani Hania człowiek Anioł…. był Lech od Hanki została z nami Hania od Lecha 🙂

    Pozdrawiam
    Aga eF

  • Mira

    16 kwietnia 2015 w 08:35 Odpowiedz

    Panie Jarku…..no wzruszyłam się……Dziękuję. Mój Lesiu (tak zwykłam do Niego mówić) na pewno macha do nas teraz, z tym swoim powściągliwym uśmieszkiem 🙂

    • Ewa

      18 kwietnia 2015 w 21:25 Odpowiedz

      Dziękuję za to, że przez cztery lata mogłam przy różnych okazjach i ich braku usłyszeć: „Moja kieszonkowa córciu” – tak Lech zwykł do mnie mówić . Dzięki.

Zostaw komentarz