Bić trzeba umieć

Branżowe pismo "Press" przetrzepało mi tyłek ale zostawiło na nim także ślady szminki. Że gbur, że umie mówić dużo ale o niczym, że przy Smoleńsku nie płakał ale innym razem łzy upuszczał ze śmiechu, że w XFactorze drewniana podłoga miała lepsze żarty niż on. Generalnie piszemy o nim, bo nas wku...a. Dziękuję! Jak ja lubię wku...ć teoretyków dziennikarstwa.
Moja praktyka zaczęła się w wieku lat 15. Zanim nie przeczytałem tych pressbredni uważałem swoją dziennikarską inicjację za życiowe przekleństwo. Nic tak nie frustruje jak bycie w skórze starca w wieku wczesnośrednim. Lektura wspomnień moich przyjaciołowrogów zmieniła to podejście. Widząc ich spółkowanie z redakcją "Press" jestem dumny, że tak wiele nas dzieli. W przedszkolach w Szwecji dają dzieciakom do zabawy aparaty fotograficzne, tablety, kartki i ołówki. Zachęcają by relacjonowały swoją zabawę, rozmowy, spotkania. To buduje przywiązanie do gazety, najprostszej w tym wieku dziennikarskiej formy. Im później, tym gorzej, co widać na przykładzie pressfuhrerów. Na początku każdego spotkania z grupą moich nowych studentów zadaję to samo pytanie: skąd bierzecie wiedzę o świecie? Zawsze odpowiedź poprzedza długie, smutne milczenie. Kiedy mówią: „z Internetu” pęka mi serce. Wieszam się przy słowach: „nie klikam tytułu, bo nie mam kiedy”. Dziennikarstwo to nie jest zajęcie dla każdego. Ale dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzeba umiejętności patrzenia szerzej, widzenia głębiej, czytania częściej. W świecie gdzie śmierć Ryśka z Klanu jest ważniejsza niż mordowanie cywilów w Syrii musimy uczyć się rozumieć świat najszybciej jak się da. Po mutacji jest już za późno. Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24
Brak komentarzy.

Zostaw komentarz